14-15 września tego roku w Ptak Warsaw Expo w Nadarzynie odbył się hackathon HackYeah, w którym miałem przyjemność uczestniczyć. Wydarzenie skupiało ponad 3000 ludzi – programistów, UI/UX designerów, grafików, inżynierów innych dziedzin i wiele, wiele osób nawet z branżą IT niezwiązanych. Masa stoisk i atrakcji zapewniła nieprzerwaną zabawę i integrację w środowisku. Ludzie każdego wieku – od dzieci uczących się programowania w specjalnych strefach do młodzieży wspólnie konkurującej z bardziej doświadczonymi zawodowcami. Byli wszędzie – stoisko z ekspresami do kawy Orlena (spot), konsole u jednego z partnerów, Mentors Village po Chill Zone i Coding Zone.

Randomowy Team?

Ogółem sam zacząłem szukać teamu jakoś we wtorek 11 września, jest taki specjalny discord od tego nawet ;). Tak jakoś uzbierała nam się grupka osób z ciągłym, “dynamicznym” zespołem. Ostatecznie była nas piątka, gdzie maksimum było 6 osób w grupie (w CTF maks. 2) – trzech programistów, UI/UX designerka i graficzka. Kompletnie losowe osoby nie znające się wcześniej nawzajem (no może pozostali programiści) stworzyły całkiem zgraną, dobrą ekipę. Razem podjęliśmy się zadania od Orlenu – First Aid Module – polegający na stworzeniu samodzielnego modułu o pierwszej pomocy, który można by dołączyć do już istniejącej aplikacji.

Przygotowania! 

Wstępnie w środę zaplanowaliśmy w jakiej technologii robimy – Flutter – kompletnie nietykany przeze mnie język Dart okazał się dość łatwy do nauki… Tyle, że 3 dni nauki w domu i nawet w pociągu do Warszawy poszły prawie na marne… bo wylądowaliśmy w React Native. Język (JS), którym za młodu się zraziłem, a teraz miałem z niego korzystać przez 24h. Nie było jednak tak źle (chyba). Poza językiem pomyśleliśmy przed eventem nad celami apki oraz w następstwie ficzerami i głównie na tym później bazowaliśmy. Wybranie tasku Orlena dla mnie wydawało się dobrym posunięciem – ja chciałem tylko pojechać, zobaczyć z czym to się je, poznać ludzi, pouczyć się i wrócić. Mój niewielki skill w tym przypadku rekompensowała wiedza ratownika KPP, co okazało się bardzo przydatne na etapie wdrażania konkretnych funkcji. Ciekawym jest to, że programiści mają różne hobby, tak, ale naprawdę się zdziwiłem jak jeden z naszych programistów też jest ratownikiem, ot “popularne” zajęcie.

Kodowanie:

Dzięki świetnym posiłkom, świeżej pizzy i kawy energii do działania nie brakowało. Gorzej już z samą pracą. Przez bite 5h z przerwami próbowałem zainstalować wszystkie komponenty do programowania w Reactie – do dziś mi się nie udało. Dlatego też zacząłem pisać na czuja, w myślach układać jak to będzie wyglądało i po prostu kolega poprawiał. Z tego powodu zająłem się też szukaniem poprawnego info do aplikacji, wymyślaniem contentu i innymi czynnościami (jak odżywianie zespołu – 2 dni wcześniej upiekłem 2^6 +2^2 dobrych ciastek na Dzień Programisty). Trochę się nauczyliśmy, ciut nowych horyzontów się pojawiło i nawet przespaliśmy kilka godzin (ja chyba aż 5). Ogółem jak na pierwszy raz – brakło takiej przerwy na zapoznanie się z innymi ludźmi, stoiskami etc, ale za rok się nadrobi.

Ff.fff…finały?

Miała być incepcja zdjęciowa

Cudem skończyliśmy większość zaplanowanej roboty. Kody, dema, prezentacje trafiły na hackerearth prawie 30 minut przed deadlinem – 12:00. Czekaliśmy jedząc akurat smaczne pierogi i (ja) dalej instalując node.js’a. Po 13 były pierwsze wyniki tasków – doszliśmy do finału, na liście (pewnie randomowej), byliśmy piąci z sześciu teamów. Ogółem do tego samego zadania przystąpiło razem 13 zespołów. Udaliśmy się za przewodnikiem i z niecierpliwością czekaliśmy na rozmowę finałową. Ta była dość szybka (5 minut na prezentację, a my nawet ⅓ funkcjonalności nie omówiliśmy.. Mieliśmy nadzieję, że nam się uda – prezentacja w porównaniu do innych była naprawdę czytelna i screeny aplikacji też. Podpisaliśmy zrzeczenia i wyszliśmy z konferencyjnej.

Meeedic!!!

Na prezentację, nawet wyszło w tłumie.

Kiedy wychodziliśmy z tej sali zaczepił mnie jeden z kierowników wolontariuszy (pozdrawiam). Już się obawiałem, że chodzi mu o mój strój – akurat na prezentację ubrałem koszulkę stowarzyszenia i wziąłem apteczkę ze sobą. Jedne z pierwszych słów jury to: O ratownik medyczny, jesteśmy bezpieczni – czyli wrażenie kompetentności zrobiliśmy :). Okazało się jednak, że zabrakło rat. Meda, który miał zabezpieczać imprezę, a nagle jedna z wolontariuszek słabiej się poczuła. Oczywiście nie odmówiłem, zbadałem, ba nawet oddałem butelkę od Orlena na poprawę samopoczucia. Nic specjalnego się więcej nie zdarzyło z takich rzeczy.

Szok! Niedowierzanie!

I miejsce w zadaniu Orlena - 10000 nagrody!
I cyk I miejsce!

Z niecierpliowścią czekaliśmy na wyniki. 3 miejsce – nie my, 2 miejsce – nie my. Straciliśmy trochę nadziei, ale mimo to jakoś wewnętrznie coś czuliśmy. I nagle słyszymy: “I miejsce – RESCUE HACKERS!!!”. Zszokowanie i euforia do granic możliwości. Wygraliśmy pierwsze miejsce, losowi ludzie, niektórzy pierwszy raz biorący udział w hackathonie. A jednak – udało się. Szczerze to teraz dalej nie wierzę. Do było zbyt nierealne, żeby było możliwe. A jednak, mamy już team na następne hackathony.

Nagranie z finałów: [link], zadanie 18:00, my 21:37.
HackYeah Winners (eng only): [link]